Festiwale

Wyrwane z kalendarza. Krakowska Jesień Muzyczna

Anna Gluc

wyrwane-z-kalendarza-krakowska-jesien-muzyczna
http://www.filharmonia.krakow.pl/Home/5953-II_KRAKOWSKA_JESIE%C5%83_MUZYCZNA.html

Jakoś tak się dzieje, że w momencie gdy Kora powoli pakuje swoje kufry do Hadesu, kultura ożywa. Kolejny liść tańczy na wietrze w rytm skocznego czardasza, chmury przykrywają słońce przy akompaniamencie odbijającego się w tafli jeziora tematu Tria Elegijnego.

W dniach 26-29 października 2015 r. w krakowskiej Filharmonii, w jej jakże jesiennej Sali Złotej odbyła się 2. Krakowska Jesień Muzyczna – przyciągający coraz większą ilość odbiorców festiwal muzyki kameralnej.


26 października (Leonarda i Lucyny)

Nieoczekiwany eklektyzm.

W programie inauguracyjnego koncertu umieszczone zostały kwartety fortepianowe Mahlera, Negreya, Brahmsa. Czy można pokusić się o ciekawsze zestawienie?

Różnie można traktować Mahlera. Niektórzy uważają go za kompozytora pełnego kiczu, inni widzą w nim grację, obszerną symbolikę i metafizykę. A delikatność, a niewinność? Może jednak cichy wiatr na wzgórzu? Mahler (jak większość kompozytorów) nie słynie ze swojej wczesnej twórczości. A szkoda, bo słuchając Kwartetu a-moll, można odnaleźć uczucie płynące z Adagietta. Kwartet Mahlera to dzieło niezwykłe, bo kameralne. To, co Mahler rozlał w swojej późniejszej twórczości na całe brzmienie orkiestry, uzyskał wcześniej w drobnym, jednoczęściowym kwartecie. Subtelność, cisza i pełen romantyzm bliższy Rachmaninowowi niż Mahlerowi.

Dwuczęściowy Kwartet Negreya, napisany na zamówienie festiwalu, początkowo sennie prowadził słuchaczy, kilkakrotnie budując i rozwiązując napięcie. Instrumenty smyczkowe jakby otulały dźwięki fortepianu. Oniryczne meandry wprowadziły następnie słuchaczy w kontekst żywiołowego scherza.

Finałem koncertu stała się kompozycja Brahmsa. Kwartet fortepianowy g-moll op. 25 jest olbrzymim, trwającym niemal czterdzieści minut, dziełem. Utwór ten w zasadzie powinien być rozpatrywany na pograniczu kameralistyki i symfoniki. Pełen kontrastów na każdej możliwej płaszczyźnie, nowatorski pod względem harmonicznym, do dziś z pewnością denerwuje niejedno ucho. Finał kwartetu stał się olbrzymim polem do popisu dla wykonawców: Marii Machowskiej (skrzypce), Artura Rozmysłowicza (altówka), Jana Kalinowskiego (wiolonczela) i Marka Szlezera (fortepian). Zawrotne tempo i taneczny charakter (czardasz) dodały smaku finałowi koncertu inauguracyjnego.

27 października (Sabiny i Wincentego)

Muzofilia – umiłowanie Muz.

Dzisiejszy wieczór miał kilka patronek za sprawą gatunku pieśni w kilku odsłonach. Joanna Radziszewska (sopran) przy akompaniamencie Gajusza Kęski (fortepian), prowadziła nas drogą od Wolfganga Amadeusza Mozarta do Joaquina Rodrigo. Jej Mozart był delikatny i dziewczęcy. Można powiedzieć, że oddała słowiczy charakter tej muzyki. Bardzo stylowe były pieśni Chopina, które zostały zbudowane na jednej osi interpretacyjnej, muzyka płynąca z fortepianu była dopasowana do aktorskiego gestu śpiewaczki. Joanna Radziszewska w cudowny, brahmsowski sposób ukołysała publiczność, śpiewając In Trutina Carla Orffa. Usłyszeliśmy również pieśni o wschodniej proweniencji (Musorgski i Rimski-Korsakow) oraz kilka popisowych arii z oper Giuseppe Verdiego, Gioacchino Rossiniego i Charlesa Gounoda.

28 października (Szymona, Tadeusza, Judy)

Szymon Gorliwy.

Mało kto wie, że Szymon miał przydomek Zelotes, czyli gorliwy. Studere w języku łacińskim oznacza zgłębiać. Te dwa filtry nałożone na siebie dają obraz koncertu. Wykonawcy to młodzi muzycy krakowskiej Akademii Muzycznej. Trio w składzie Piotr Jaworski (fortepian), Jakub Kowalski (skrzypce) oraz Aleksandra Lignar (wiolonczela) poprowadzili nas drogą Wiedeń-Warszawa-Petersburg. Podróż, choć długa, to przyjemna, bo zanurzona w kilku światach. Na początku publiczność miała okazję wysłuchać jednego z pierwszych utworów Beethovena: Tria op. 1 nr 3. Skomponowany w 1795 roku utwór niesie wszystkie cechy dojrzałego klasycyzmu i charakteru młodego Beethovena, a każdy z wykonawców niósł jakąś jego cechę: opanowany fortepian, impulsywne skrzypce i kreatywna wiolonczela. Trio elegijne Rachmaninowa zostało perfekcyjnie wkomponowane w jesienną aurę. Na koniec usłyszeliśmy Trio Romualda Twardowskiego. Dzieło utrzymane w tradycji, posiadające swój genealogiczny początek i koniec. Niosące, cytując za kompozytorem, „syntezę nowego i starego”. W tym nostalgicznym tonie zakończyła się nasza podróż przez dorobek kultury europejskiej, przez kraje, style i historię.

29 października (Piotra, Franciszka, Idy, Narcyza)

Kilka chwil między renesansową polifonią a rock’n’rollem.

Festiwal został zwieńczony gatunkiem najbardziej oddanym kameralistyce. W wykonaniu kwartetu Messages w składzie: Małgorzata Wasiucionek (I skrzypce), Oriana Masternak (II skrzypce), Maria Dutka (altówka) oraz Beata Urbanek-Kalinowska (wiolonczela) usłyszeliśmy zarówno dzieła znane, jak i całkiem nowe.

Koncert rozpoczął III Kwartet smyczkowy Alfreda Schnitke, a jego zamykającą klamrę stanowił VIII Kwartet Szostakowicza, którego fragmenty cytowano wcześniej u Schnitkego. Była to więc cykliczna podróż, w której słuchacz wrócił do punktu, w którym rozpoczął swą muzyczną wędrówkę.

W międzyczasie zwiedzaliśmy muzyczne meandry muzyki nowej. Usłyszeliśmy wpisane w jesienną aurę Pięć odcieni w kolorach kwartetu Rafała Janiaka, które niestety momentami przypominały Elvisa Presleya oraz aforystyczny Anschluss funebre Evgeny Irshai’a, pisany w reakcji na aneksję Półwyspu Krymskiego i rosyjską agresję na Ukrainę. Sam kompozytor określił utwór jako swój krzyk. Jednak jest to krzyk cichy, subtelny, elokwentny. Krzyk zamknięty w szklanej harmonii, która potrafi uchylić bramy innej galaktyki.

***

2. Krakowska Jesień Muzyczna już drugi raz skupiła się na niewykorzystanym dostatecznie w Filharmonii Krakowskiej polu muzyki kameralnej. Dzięki temu wydarzeniu kulturalnemu na koncertach można usłyszeć ją w różnych kontekstach, w odmiennych obliczach czasu i przestrzeni.

Można nie lubić jesieni. Jednak kiedy słońce spowija mrok, a złoto delikatnie zsuwa się z drzew, na chwilę zatrzymują się wahadła zegarów, a to, co nieuchwytne na krótką chwilę, staje się doświadczalne.

Opublikowano: 2015-11-13

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Przeczytaj również

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 285