Muzyka popularna Patronat medialny Płyty

Nowa kosmiczna odyseja. Justyna Steczkowska, „Anima”

Anna Komendzińska

nowa-kosmiczna-odyseja-justyna-steczkowska-anima
„Anima”, okładka płyty

To taka przełomowa płyta dla mnie – mówi Justyna Steczkowska w jednym z wywiadów, towarzyszących ukazaniu się jej najnowszego albumu. To jest płyta o człowieku w kontekście wszechświata. O tym, czego nie można dotknąć, zobaczyć, zmierzyć, ale co istnieje w każdym z nas i jest niepodważalną istotą w nas samych. Co to takiego? Anima, inaczej dusza[1].

Anima jest płytą przełomową także dla polskiego odbiorcy. Cenną zdobyczą dla słuchacza jest dziś bowiem każda płyta przemyślana, spójna i będąca wyrazem twórczych procesów zachodzących w umyśle artysty. Płyta – całość. Justyna Steczkowska przyzwyczaiła nas do myślenia o sobie jako o piosenkarce utalentowanej, nieco ekstrawaganckiej, a jednocześnie bardzo idiomatycznej, rozpoznawalnej. Takiej, która potrafi zaśpiewać wszystko. Wszystko, w każdej oktawie, ale w swoim stylu. Jej najnowsze muzyczne wydawnictwo nie odbiega od tej wizji, nadaje jej jednak nowe imię. Nadal mamy do czynienia z wysoce zindywidualizowaną, właściwą Steczkowskiej, estetyką, ale zostaje ona wzmocniona głębokim przekazem. Czy nie nazbyt głębokim? To już zależy od wrażliwości słuchacza.

Dwa lata po albumie XV Justyna Steczkowska oddaje do rąk swoich fanów płytę bardzo dla niej ważną. Żeby nagrać taką płytę, sama musiałam przejść pewne rzeczy, pewnych rzeczy się nauczyć, pewne rzeczy zrozumieć, do pewnych rzeczy dojść – mówi o niej. Oczywiście to nie dzieje się z dnia na dzień, ale wymaga pracy nad samym sobą, nad osobistym rozwojem. I dlatego taka moja opowieść, która płynie szczerze z mojego serca i duszy – animy, bo opowiada o czymś, co rozumiem[2]. Na próżno szukać (czy nawet wymagać) takich płyt od artystek u progu kariery. Steczkowska, obchodząca niedawno dwudziestolecie pracy artystycznej, choć wciąż młoda i pełna energii – mogła pozwolić sobie na taką „kosmiczną” wycieczkę. A może raczej dojrzałą podróż.

 

Na Animę składa się jedenaście utworów. Dziesięć z nich buduje zasadniczą treść płyty, jedenasty natomiast (jedyny nie po polsku) jest niespodzianką dla słuchaczy – to odmienny stylistycznie, bonusowy duet z Pati Yang High Heels.

Przemyślenia, które Steczkowska proponuje na swej płycie nie są historiozoficznie niczym odkrywczym. Ani tematyka przemijania, ani topos życia jako gry, ani problem rozdźwięku między wielkością świata a znikomością ludzkiego istnienia nie stanowią novum tej artystycznej koncepcji. Zaskakujące może być za to pojawienie się takich tematów w repertuarze wokalistki – mimo że konsekwentnie romansującej z muzyką świata – jednak popowej. Intrygujące może być ponadto tak holistyczne ujęcie zagadnienia. To przecież nie jedna przypadkowa piosenka próbuje otrzeć się o transcendencję, lecz cała płyta. 

Metaforyka wody, fal, toni, płynięcia i rozpływania się to istotny krąg budowania znaczeń na Animie. Obecność wodnego obrazowania jest dostrzegalna w znacznej części piosenek:   

Mój czas, płynę pośród mlecznych dróg i planet, i księżycowych gór[3].
Przypływami zmęczony z morza
Wracasz z pełną siecią połowu.
Jestem wody pragnieniem,
Co w nocy budzi cię wspomnieniem
[4].

Rzeki czas prowadzi nas, niesiony biegiem losu.
W falach snów  rozpoznać chciej swój własny cud istnienia
[5].

Tu puste rzeki, odpływ tchów[6].

Idę wzdłuż brzegu mórz,
Słyszę szelest fal.
Księżyc rozświetla mrok,
Czuję słony smak.
Byłam tu już kiedyś, ale wracam, by zrozumieć sens
Miłości, której szukam
[7].

Anima jest więc jednocześnie płynąca, senna, wijąca się, migotliwa, jak i pełna charakteru, podążająca za żywiołami. Przeważającą część utworów utrzymano w wolnych, leniwych tempach. Szczytem dynamicznej fantazji wydaje się nieco szybsze Leć. Taką chyba jednak płytę, pełną drzemiącej ekspresji, upodobała sobie autorka.

Ani nie powiedziałbym, że jest to płyta elektroniczna, a już, broń Boże, klubowa, ani nie jest to płyta do końca popowa. Kompletnie nie wiem, jaka to jest płyta! – stwierdził Artur Rawicz w rozmowie z Justyną Steczkowską[8]. I faktycznie, trudno przycinać ten album do wymiarów konkretnych muzycznych gatunków. Byłoby nieprawdą stwierdzenie, że muzyki pop tutaj w ogóle nie słychać. Często jednak jest ona inaczej oświetlona. Na przykład zgoła popowa melodyjka w Szachmistrzu zyskuje nowy wymiar, gdy jest powtarzana jak mantra. W moim odczuciu sporo tu nadal (w nakładających się na siebie wokalizach, w instrumentarium, w skalach) world music, do której artystka ma przecież niecodzienne predyspozycje. Do formy wiele wnosi też (a może przede wszystkim) autorska wizja całości i chęć ciągłego eksperymentowania. Zawsze podziwiam Justynę Steczkowską za jej przygotowanie muzyczne, znakomity słuch i faktycznie wykorzystywaną w pracy (a nie tylko obecną we wspomnieniach) umiejętność gry na skrzypcach. Te wywodzące się z klasycznej muzycznej edukacji wartości ceni i ona sama, w związku z czym również na Animie  nie zabrakło tego, o czym wielu wokalistów może tylko pomarzyć – wspaniałej orkiestry (zamieszczony na końcu cyklu, tytułowy utwór, jest np. wyłącznie instrumentalny, a i wiele fragmentów innych pieśni znacznie zyskuje za sprawą udanych aranżacji). Artystka, zapraszając do współpracy Orkiestrę Kameralną Silesian Art Collective, musiała spodziewać się po swojej płycie głębi. Jak się okazuje, przełamanej elektroniką. W stworzeniu być może dzieła życia piosenkarka nie starała się na siłę stawać na podium we wszystkich konkurencjach. Mimo że śmiało mogłaby sama zadbać i o muzykę, i o teksty, postanowiła sięgnąć po pomoc innych artystów. I tak na Animie możemy oceniać językowy warsztat Ifi Ude, Kasi Nosowskiej czy Beli Komoszyńskiej. Album został nagrany w świetnych warunkach jednego z najnowocześniejszych na świecie studiów – studia Alverni  pod Krakowem.

Justyna Steczkowska wydała płytę o aspiracjach uniwersalistycznych. Bliską człowiekowi (o czym świadczy chociażby erotyk Kochankowie Syreny), ale uciekającą od przyziemności. Jest to płyta bardzo monumentalna i bardzo na poważnie. Nie ma tu miejsca na finezję, humor, mrugnięcie okiem do słuchacza. Jest natomiast „stawanie z losem twarzą w twarz”[9] – często, lecz nie zawsze, patetyczne. Kim jest w tym wszechświecie Justyna? To jego cząstka czy dumna bogini i pramatka?

Justyna Steczkowska, Anima, 2014:

1. Terra
2. Wybaczcie mnie złej
3. Leć
4. Szachmistrz
5. Pryzmat
6. Kochankowie Syreny
7. To co jest Ci dane
8. Nie jestem tym kim byłam
9. Tam
10. Anima

bonus track: High Heels (feat. Pati Yang)

Źródło: materiały prasowe



[1] https://www.youtube.com/watch?v=99VsGu69JkM [dostęp: 21.02.2015].
[2]
https://www.youtube.com/watch?v=to-2gxIi84E [dostęp: 21.02.2015].
[3]
J. Steczkowska, Pryzmat.
[4]
Eadem, Kochankowie Syreny.
[5]
Eadem, To co jest ci dane.
[6]
Eadem, Tam.
[7]
Eadem, Nie jestem tym kim byłam.
[8]
https://www.youtube.com/watch?v=to-2gxIi84E [dostęp: 21.02.2015].
[9]
J. Steczkowska, To co jest ci dane.

Opublikowano: 2015-02-21

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Przeczytaj również

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 285