Muzyka polska Renesans Muzyka instrumentalna

Muzyczne skarby polskiego renesansu. Corina Marti i tabulatura Jana z Lublina

Iwona Granacka

muzyczne-skarby-polskiego-renesansu-corina-marti-i-tabulatura-jana-z-lublina
Okładka płyty Johannes de Lublin Tablature: Keyboard Music from Renaissance Poland Coriny Marti

Z tabulaturą Jana z Lublina zetknęłam się po raz pierwszy ponad 15 lat temu, na próbach orkiestry w szkole muzycznej. Nie rozumiałam jeszcze wtedy ani tego czym jest w ogóle tabulatura, ani kim był sam Jan z Lublina. Dostałam do ręki swoją wiolonczelową partię i razem z kolegami z naszego szkolnego zespołu, na jak najbardziej współczesnych instrumentach, zaczęliśmy naszą przygodę z Hajdukiem. Mimo, że przez kilka lat mojej orkiestrowej kariery przygotowaliśmy sporo znanych z klasycznego repertuaru utworów, to Hajduk z Janowej tabulatury zajmuje szczególne miejsce w moich wspomnieniach. Nikt nam wtedy nie wytłumaczył o co w ogóle chodzi z tą tabulaturą, dlatego kiedy po kilku latach po skończeniu szkoły usłyszałam organowe wykonanie Hajduka byłam przerażona (taniec na organach?!) i trochę zażenowana naszą ówczesną niewiedzą. Jednak Corina Marti i jej wydane niedawno przez „Brilliant Classics” klawesynowe interpretacje utworów z tabulatury Jana z Lublina przywróciły dawne wspomnienia i pozwoliły znów zachwycić się zapomnianymi na chwilę melodiami.

Corina Marti, wirtuozka klawesynu, znana z wyrazistych i ekspresyjnych interpretacji muzyki dawnej, bardzo często tej mało znanej lub niemal zapomnianej, jest dobrze znana w środowisku miłośników muzyki dawnej. Studiowała grę na klawesynie i flecie prostym w Konserwatorium w Lucernie, a następnie muzykę średniowieczną w Schola Cantorum Basiliensis w Bazylei. Na co dzień łączy działalność pedagogiczną (prowadzi klasy fletu i wczesnych instrumentów klawiszowych w Scholi Cantorum Basiliensis) z solową (i zespołową) karierą muzyczną. Pod koniec lat 90., razem ze swoim mężem, polskim lutnistą Michałem Gondko, założyła zespół La Morra, z którym wykonuje przede wszystkim repertuar późnośredniowieczny i renesansowy. Wspólnie z członkami La Morry odkrywają i nagrywają także perły polskiej muzyki dawnej, czego dowodem jest między innymi album sprzed dwóch lat z kompozycjami Piotra Wilhelmiego z Grudziądza („Petrus Wilhelmi de Grudencz”, 2016). Dyskografia Coriny Marti odzwierciedla bardzo szerokie zainteresowania muzyczne artystki – od średniowiecznych pieśni i intabulacji, aż po koncerty solowe i muzykę kameralną dojrzałego baroku.

Corina Marti, Absolon (nr 7) z Tabulatury Jana z Lublina

TABVLATURA IOANNIS DE LYVBLYN CANONIC. REGLARIV. DE CRASNYK (1540)

Czym jest zatem dzieło, po które sięgnęła na swojej najnowszej płycie Corina Marti? Po pierwsze, jest naszą narodową dumą, największym zabytkiem kultury muzycznej powstałym na naszych ziemiach w I połowie XVI wieku i zbiorem uznawanym za największą kolekcję muzyki organowej z XVI-wiecznej Europy. To niezwykle cenne źródło, o którym wspomina się już uczniom szkół muzycznych, potem studentom muzykologii i akademii muzycznych, ale którego zawartość dla wielu pozostaje owiana tajemnicą, a którą znają (a co dopiero wykonują!) jedynie nieliczni. Zachowany do dzisiaj manuskrypt, który przechowywany jest w oddziale Polskiej Akademii Nauk w Krakowie, zawiera ponad 230 kompozycji muzycznych, dwa traktaty teoretyczne i ponad 250 przykładów muzycznych. Obok kompozycji o charakterze liturgicznym, znajdziemy w nim także utwory świeckie – intabulacje, czyli instrumentalne opracowania świeckich pieśni polifonicznych oraz tańce. Do tego zbiór zawiera dzieła nie tylko kompozytorów polskich, ale także niemieckich, włoskich i francuskich. Tabulatura Jana z Lublina to zatem bogactwo repertuarowe i gatunkowe, które stanowiło kompendium wiedzy teoretycznej i jednocześnie muzyczną antologię, która musiała być nieocenioną pomocą w procesie kształcenia organistów.

Jan, czyli kto?

Z tabulaturą wiążą się dwie kwestie warte wyjaśnienia – jej autorstwo i to, że jest powszechnie nazywana tabulaturą organową. Głównym skryptorem i prawdopodobnie pierwszym właścicielem tabulatury był Jan z Lublina, którego imię pojawia się na okładce księgi, a sam zbiór musiał należeć do klasztoru kanoników regularnych z Kraśnika pod Lublinem i została skompletowany w 1540 roku. Jednak próby odtworzenia życiorysu wspomnianego Jana, ograniczają się jedynie do próby poskładania w całość kilku znanych nam faktów i wydarzeń, co do których nie jesteśmy pewni, że dotyczyły jednej i tej samej osoby określanej jako „Jan z Lublina”. Przypuszcza się, że odbył on studia w Krakowie, mógł być członkiem zakonu kanoników regularnych laterańskich i pełnić funkcję organisty. Szacuje się, że tabulatura była kompletowana w latach 1537-1548, a w jej tworzenie zaangażowanych było prawdopodobnie sporo osób, na co wskazują zmiany charakteru pisma oraz daty, którymi opatrzone są niektóre utwory.

Kompozycje zawarte w zbiorze zostały zapisane tzw. staroniemiecką tabulaturą organową (połączenie zapisu nutowego i literowego). Jest to jednak jedynie sposób notacji, który nie determinuje użycia konkretnego instrumentu. O ile niektóre kompozycje liturgiczne zawarte w antologii wymagają użycia pedału i dwóch manuałów, czyli były napisane i przeznaczone typowo na organy, to sąsiadujące z nimi utwory o charakterze świeckim mogły być z powodzeniem wykonywane na klawesynie, pozytywie czy regale. Bardzo cieszy zatem fakt, że Corina Marti określa tabulaturę Jana z Lublina po prostu jako „tabulaturę klawiszową” pokazując, jak znane często jedynie z wersji organowych utwory, mogły brzmieć na renesansowym klawesynie.


Corina Marti

Muzyczna podróż w nieznane

Sięganie po takiego rodzaju dzieło (a raczej zbiór dzieł) to podróż dla prawdziwych pasjonatów. To, czego słuchamy na płycie, to subiektywny wycinek z rękopisu, to mała próbka tego, co kryje w sobie tabulatura. Corina Marti, wybierając ostatecznie 39 utworów musiała zadecydować, co spośród tak zróżnicowanych, zarówno świeckich, jak i sakralnych kompozycji, odda bogactwo tej niezwykłej antologii. Tabulatura oferuje bowiem współczesnym wykonawcom ogrom możliwości interpretacyjnych. Można ją wykorzystać do odtworzenia cyklu mszalnego czy utworów liturgicznych albo dla uwypuklenia wirtuozerii na przykładzie kompozycji świeckich.

Zmierzenie się z tabulaturą to próba kreatywności, przestrzeń dla artystycznej wolności i pomysłów interpretacyjnych – zachowany zapis sugeruje jedynie ramowy kształt kompozycji, cała reszta zależy od konkretnego wykonawcy. Corina Marti z odwagą, ogromną muzyczną dojrzałością, a jednocześnie szczyptą szaleństwa podjęła to wyzwanie i pokazała różnorodność zbioru, który tak ją zafascynował. Album, podzielony na pięć części rozpoczynających się od pełniących rolę wstępów preambuł, pokazuje przykłady muzyki polskiej i zagranicznej (Josquin des Prez, Pierre Sandrin, Antoine Brumel, Johann Walter), kompozycje o charakterze liturgicznym, ale też tańce i opracowania pieśni. Brzmienie kopii renesansowego klawesynu artystki jest intensywne i mocne, co w sposób szczególny słychać we wszystkich preambułach, ale jednocześnie zaskakująco łagodne w wysokich rejestrach, np. w Ave Jerarchia Mikołaja z Krakowa. Jego specyficzna szorstkość sprawdza się jednak doskonale także w utworach o charakterze tanecznym, przede wszystkim w Jeszcze Marczynye, Zaklolam szÿa tharnem i Schephczyk ÿdzÿe po ulÿczÿ schÿdelka noschacz. Całego albumu słucha się z przyjemnością zarówno według klucza i układu kompozycji przyjętego przez samą klawesynistkę, jak i słuchając zupełnie wyrywkowo wybranych kompozycji.

Ogromnie cieszy mnie to, że po utwory z tabulatury Jana z Lublina sięgnęła w tym roku nie tylko Corina Marti, ale także młody poznański klawesynista, Maksymilian Święch. To dwa zupełnie różne albumy, z jedynie częściowo pokrywającym się repertuarem, nagrane na odmiennie brzmiących i inaczej nastrojonych instrumentach. Klawesynowe interpretacje wnoszą jednak ogrom świeżości i tanecznej lekkości do świeckiego repertuaru zawartego w zbiorze. Tabulatura Jana z Lublina zawiera jeszcze wiele zagadek i pytań, na które być może nie znajdziemy odpowiedzi w najbliższej czasie. Budzi jednak w dalszym ciągu ogromną ciekawość i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby z jej fragmentów tworzyć na nowo swoje własne, muzyczne historie.

Dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach Programu Kultura – Interwencje 2018

 nck


 

Opublikowano: 2018-11-19

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Przeczytaj również

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 275