Kiedy muzyka jest bohaterem filmu

Magdalena Nowicka-Ciecierska

kiedy-muzyka-jest-bohaterem-filmu
plakat filmu "Zimna wojna"

W środowisku filmowców mówi się, że dobra muzyka filmowa to taka, której prawie nie słychać. Wojciech Kilar wspominając swoją współpracę z Krzysztofem Zanussim, powiedział: „Dźwięk symbolizuje w większości jego filmów to, czego nie da się powiedzieć słowami, bo zabrzmiałyby banalnie, lub też nie ma słów, które te treści wyjaśniają”[1]. Kompozytorka Lidia Zielińska określiła ją mianem „podstępnej bestii, z ukrycia sterującej emocjami”[2]. Myśląc o muzyce w filmie, przyznamy, że stanowi integralną częścią obrazu, element, bez którego niemożliwe byłoby emocjonalne zaangażowanie widza w wydarzenia przedstawiane na ekranie.

Do opisania muzyki w Zimnej wojnie Pawła Pawlikowskiego przytoczone wyżej określenia nie wystarczają, bo  jest ona w tym filmie bohaterem, kanwą dla opowieści, jednocześnie tą opowieścią sterując. A po wyjściu z kina w głowie bardziej niż obrazy pozostają dźwięki. O roli, jaką spełnia w Zimnej wojnie muzyka, a szczególnie dumka Dwa serduszka, cztery oczy genialnie zaaranżowana przez Marcina Maseckiego powiedziano już całkiem sporo. Tragiczna miłość głównych bohaterów również doczekała się wielu interpretacji i komentarzy, jednak w tym filmie znaleźć można jeszcze inne wątki, interesujące z perspektywy tego, kto ich szuka. W tym wypadku – muzykologa. Bardzo się cieszę, że powstał właśnie taki scenariusz. Że początkowe sceny Zimnej wojny pokazują pracę muzykologa, bo do tej pory temat ten nie zaistniał na wielkim ekranie. A w tym obrazie mamy piękną promocję tego zawodu. Taki film, właśnie dlatego, że wszedł do kin i jest dostępny nie tylko dla wąskiego grona koneserów, ma szansę zainteresować muzyką przeciętnego odbiorcę, niemającego kontaktu ze sztuką na co dzień. Wzbogacić jego doświadczenia, wryć się w pamięć, uwrażliwić.

Moda na folklor wprawdzie istnieje, ale często ogranicza się do wykorzystania mocno przerobionych (czytaj skomercjonalizowanych) ludowych wzorów na chustach czy T-shirtach. A w Zimnej wojnie można zetknąć się z folklorem w sytuacji autentycznej, nie tylko w momencie scen przesłuchań do zespołu, ale także w pełnej krasie, kiedy podczas koncertu wybrzmiewają oryginalne aranżacje Tadeusza Sygietyńskiego z początków Mazowsza. Widzowie obserwują też próby ratowania folkloru przez muzyków i etnografów. Niestety ponoszą oni klęskę w starciu z komunistyczną władzą. Z tym wiąże się jeszcze jeden ważny wątek – emigracja artysty. Wiktor by znaleźć twórcze spełnienie, musi wyjechać. Uciekał przed obowiązkami, jakie na artystów nałożyła państwowa dyrektywa:

Nie jest rzeczą obojętną, co będziemy wyrażać w naszej muzyce – nie może być ona igraszką bez treści i uczucia, nie może demobilizować słuchacza swoją nikłością ideową, pesymizmem. Wyrażać wielkie treści przemian obecnych, być pomocą w walce o lepsze jutro, być „fabryką ludzkiego szczęścia”, oto jak określił rolę sztuki Majakowski. Oto nasze główne zadania: […] organizować wyobraźnię masowego słuchacza […][3].

Ten fragment programu pracy Związku Kompozytorów Polskich opublikowany w 1950 roku doskonale opisuje to, czego nie mógł znieść bohater Zimnej wojny. Oczywistym dla niego kierunkiem ucieczki był Paryż, jak sto lat wcześniej dla artystów Wielkiej Emigracji. To w Paryżu aranżuje ludową melodię, czyniąc z niej jazzowy standard. Z tej muzyki tworzy coś nowego, podobnie jak kiedyś Chopin ogarnięty ogromną tęsknotą za ojczyzną pisał swoje mazurki i scherza. Determinizm losu artysty? Ta nowość, połączenie ludowego tematu z jazzem na Zachodzie się spodobała. Francuzom potrzeba było czegoś autentycznego, żarliwego. Zula nie miała w sobie wyrafinowania francuskich kobiet, nie rozumiała poezji, nie siliła się na czarowanie głosem – śpiewała sercem. Jej dalsze losy odkrywają smutną prawdę o losie kobiet w biznesie muzycznym. Baiao Bongo...  Muzykę w Zimnej wojnie słychać, czasami aż za bardzo, i mówi ona więcej niż obraz i słowa.  

 


[1] K. Podobińska, L. Polony, Cieszę się darem życia. Rozmowy z Wojciechem Kilarem, Kraków 1997, s. 47.

[2] M. Nowicka, D. Nowicki, Muzyka to podstępna bestia, która z ukrycia steruje emocjami – wywiad z Lidią Zielińską, MEAKULTURA, 28. 02. 2015, http://meakultura.pl/wywiady/muzyka-to-podstepna-bestia-ktora-z-ukrycia-steruje-emocjami-wywiad-z-lidia-zielinska-1150

[3] „Muzyka” 1950, t. 3–4, s. 9.


 

Spis treści numeru Muzyka w Mediach. I wszystko gra:

Felietony

Monika Winnicka, Czy oni na pewno mają talent? Reperkusje złotych iksów

Anna Wyżga, Muzyka w kulturze obrazków

 

Wywiady

Marlena Wieczorek, Dorota Relidzyńska, Kultura to dla nas zjawisko wielowątkowe, wielowymiarowe i interdyscyplinarne. Wywiad z Tonym de Vuyst

Marlena Wieczorek, Joanna Kołodziejska, Muzyka – przekleństwo i przeznaczenie. Wywiad ze Stanisławem Trzcińskim

 

Recenzje

Magdalena Ciecierska-Nowicka, Kiedy muzyka jest bohaterem filmu

Aleksandra Kujawiak, ABC muzycznego biznesu

 

Publikacje

Daria Zadrożniak, Klasyczne = eleganckie? Muzyka klasyczna w kampanii reklamowej

Krzysztof Bździel, Nikt już nie patrzy na obrazki - audio branding jako narzędzie marketingowe

 

Edukatornia

Karol Furtak, Jak pisać o muzyce? Między krytyką a informacją muzyczną

Joanna Kołodziejska, W stronę oryginalnych kompozycji radiofonicznych

 

Kosmopolita

Kinga Misiorna, Relacje audiowizualne w filmowych adaptacjach  do albumu "Valtari" Sigur Rós

Alicja Bezdziczek, Anime, przykładem japońskiego zainteresowania muzyką klasyczną 

 

Rekomendacje

Anna Wyżga, Studiuj Muzykę w Mediach

Perspektywy rozwoju polskiej branży muzycznej - zaproszenie na spotkanie


Dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach Programu Kultura – Interwencje 2018

nck

 

Opublikowano: 2018-09-17

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 275