Krytyka muzyczna

Krytyczna pomyłka

Aleksandra Bliźniuk

krytyczna-pomylka
źródło: Pixabay

Bogusław Schaeffer zachęca, by każdy krytyk muzyczny na swoim biurku, ku przestrodze, miał Lexicon of Musical Invective Nicolasa Slonimsky’ego. Autor owej książki badając opinie i recenzje krytyków muzycznych, wykazał, jak bardzo mylili się w swoich sądach.

Jak pisze Schaeffer: […] jak myli się byle kto, czyli pierwszy lepszy krytyk, to jest to samo przez się zrozumiałe; kiedy jednak myli się autorytet moralny, jest nam bardzo przykro. Więc może po prostu krytyka muzyczna nie powinna być uprawiana? Bo jeśli mylono się co do Beetheovena, Brahmsa i Debussy’ego, czemuż nie miano by się mylić do nam współczesnych? A zatem należałoby zaproponować krytykom, by zajęli się czymś innym, może przepisywaniem nut, może administrowaniem muzyki, a z krytyką niech sobie dadzą spokój, bo z tego nic nie wynika. Jestem kompozytorem i muzykologiem i ani razu – powtarzam: ani razu – nie zdarzyło mi się przeczytać na swój temat czegoś, co dałoby mi jakikolwiek pożytek. To samo może powiedzieć (i powiedziało) wielu moich kolegów, z najlepszym majstrem w dziedzinie praktyki kompozytorskiej Kazimierzem Serockim na czele[1].

Przykładów możemy mnożyć w nieskończoność. W tym tekście chciałabym opowiedzieć o dwóch znamiennych przykładach „nagonki” na polskich kompozytorów: Karola Szymanowskiego i Jadwigę Sarnacką.

Pan Rytel jak zwykle wyszedł z sali

Jeden z najsłynniejszych sporów między krytykiem a kompozytorem dotyczył Karola Szymanowskiego i Piotra Rytla. Piotr Rytel (1844-1970) był kompozytorem, pedagogiem i krytykiem muzycznym związanym z popularnymi w latach międzywojennych warszawskimi dziennikami: „Nowa Gazeta”, „Gazeta Polska”, „Kurier Polski” czy „Dziennik Narodowy”[2]. Rytla oceniano jako człowieka o skrajnie konserwatywnych poglądach, człowieka bezkompromisowego w wyrażaniu własnych sądów[3]. Bardziej ceniony był jako krytyk muzyczny niż jako kompozytor – co jest jednym z domniemanych powodów jego nienawiści do Szymanowskiego. Zaślepiła go zazdrość oraz skrajna niechęć do wszystkiego, co modernistyczne (nie znosił także Strawińskiego). Jego sądy dotyczące muzyki Szymanowskiego bardziej wskazywały na złośliwość autora niż rzetelną ocenę. Przed zjadliwym językiem Rytla, bronił kompozytora Iwaszkiewicz, który regularnie pisując pozytywne recenzje jego utworów do „Wiadomości Literackich” czy „Skamandra” uwzględniał reakcje krytyka, pisząc m.in.: Pan Rytel jak zwykle wyszedł z sali lub Pan Rytel wyjątkowo nie wyszedł z sali. I owszem nawet klaskał. Cóż to może znaczyć?[4].

Niechęć Rytla do muzyki autora Harnasiów był legendarna. Po latach Andrzej Panufnik pisał:

Rytel nienawidził czołowego kompozytora polskiego Karola Szymanowskiego […] przede wszystkim, jak sądzę, z powodu niepohamowanej zazdrości. Kiedy na koncercie miano rozpocząć wykonanie jakiegoś utworu Szymanowskiego, Rytel hałaśliwie i ostentacyjnie manifestował swoją antypatię, robił zamieszanie, zrywając się z łoskotem z miejsca, a wychodząc z sali koncertowej, głośno trzaskał drzwiami[5].

Szymanowski nie pozostawał wobec niego dłużny, jednak na agresywny ton pozwalał sobie wyłącznie w prywatnej korespondencji. W liście do muzykologa Janusza Mikietty pisał:

Jego lekceważący stosunek do mnie jako kompozytora mam oczywiście głęboko w d..., bo nic on mi jeszcze nie zaszkodził. Jednak jest on dla mnie wprost symbolem najgorszego obskurantyzmu, najbrudniejszej reakcji, jednym słowem uosobieniem najdoskonalszym tego, com zawsze zwalczał w muzyce polskiej […] [6].

Konflikt Szymanowskiego i Rytla znacznie przekroczył ramy estetyki muzycznej. W grę wchodziły polityka, przytyki ad personam i uprzedzenia. Te same czynniki mogły zniszczyć i zniszczyły niejedną karierę kompozytorską. Warto wspomnieć tu niesłusznie zapomnianą, rok starszą od Szymanowskiego kompozytorkę – Jadwigę Sarnecką.

Nieskoordynowana zupełnie, półdyletancka twórczość

Już z tego samego względu, że tak mało w naturze tej kobiecości duchowej należy panna Sarnecka nie do kompozytorek, lecz kompozytorów polskich[7] – pisał o Jadwidze Sarneckiej w 1908 roku Zdzisław Jachimecki, muzykolog, historyk muzyki i kompozytor. Nie był on odosobniony w takim myśleniu – zawód kompozytora już od starożytności przypisany był mężczyznom, a kobieta-kompozytor była niezwykle dziwnym i niepożądanym tworem. I nie dotyczyło to wcale kompozytorek żyjących w odległych czasach. Warto wspomnieć sytuację, którą polska kompozytorka Grażyna Bacewicz (1909-1969) opisuje w zbiorze opowiadań Znak szczególny[8]: otóż po koncercie w Wiedniu pewien krytyk uparł się, że autorem jej muzyki jest bez wątpienia mężczyzna, ponieważ żadna kobieta nie byłaby w stanie napisać takich utworów.

O Jadwidze Sarneckiej nie znajdziemy zbyt wielu informacji. Jej nazwisko zostało pominięte w podstawowym źródle dotyczącym biografistyki kompozytorów – w 12-tomowej Encyklopedii Muzycznej PWM. Wiemy, że Sarnecka (1883-1913)[9] gry na fortepianie uczyła się u Aleksandra Michałowskiego, (którego uczniami byli także Władysław Szpilman, Wanda Landowska czy Róża Etkin), a kompozycji u Władysława Żeleńskiego (ojca Tadeusza Boya-Żeleńskiego, autora m.in. opery Goplana czy Konrad Wallenrod) oraz jego ucznia Felicjana Szopskiego.

W 1902 roku odbył się debiut pianistyczny Sarneckiej, który okazał się wielkim sukcesem. Pianistka rozpoczęła trasę koncertową w wielu ważnych ośrodkach muzycznych: Krakowie, Warszawie czy Lwowie. Gdy trzy lata później zdobyła się na pokazanie światu swoich kompozycji, nie spotkała się z pozytywnym odbiorem. Jej utworom zarzucano chaos w treści i opracowaniu, a także dziwaczność i nienaturalność. Ponadto ówczesnych słuchaczy drażnił ponury nastrój jej muzyki[10]. Pomimo nieprzychylnych recenzji Sarnecka dalej komponowała, a jej utwory zaczęły zyskiwać uznanie. Interesujące są głosy krytyków, którzy z niezrozumiałych przyczyn podkreślali płeć kompozytorki: Jest to talent – że tak powiem – męski, czyli zupełnie pozbawiony przywar kobiecych: płytkości, banalności, gadatliwości[11] – pisał w roku 1907 Feliks Jasieński, późniejszy wydawca utworów Sarneckiej. Naprawdę głośno zrobiło się o niej w 1910 roku, kiedy zdobyła II nagrodę w konkursie kompozytorskim zorganizowanym w setną rocznicę śmierci Chopina za wykonanie IV Ballady (przegrała wówczas z I Sonatą fortepianową Szymanowskiego). Od tego czasu krytycy chętnie doszukiwali się w jej muzyce, chyba słusznie, podobieństw do twórczości Chopina oraz Schumanna: Obecnie wydane przez „Muzeum Feliksa Jasieńskiego” impresje (cztery kompozycje na 2 ręce) stwierdzają ponownie wielki talent o szlachetnym polocie, inwencji i fantazji – i dowodzą dojrzewania tego talentu wychowanego pod tchnieniem dwuch[12] romantyków: Schumanna i Chopina[13]. 

Należy pamiętać, że to Sarnecka jako pierwsza w Polsce komponowała utwory politonalne. Jej język muzyczny zaczął odchodzić od romantycznych wzorców w stronę modernizmu, radykalizując swój język harmoniczny i stylistyczny – musiało wzbudzać to wiele emocji wśróówczesnych odbiorców fala krytyki doprowadziła ją do depresji. Jachimecki, który wychwalał kompozytorkę za brak kobiecości duchowej, dwanaście lat później objął zupełnie inny kurs i w roku 1920 (siedem lat po śmierci Sarneckiej) napisał:

Romantyczny kierunek zaznaczyła nieskoordynowana zupełnie, półdyletancka twórczość młodo zmarłej pianistki Jadwigi Sarneckiej, której choroba zasępiła pogląd na świat i ubierała pomysły cierpieniem i boleścią, o ile one były osobistym wylewem lirycznym lub podniecała do gorączkowych zjaw, kiedy tematy podawały wrażenia z zewnątrz (cykl utworów p.t. „Muzeum” zasugerowanych dziełami sztuki w zbiorach Feliksa Jasieńskiego). Na uciążliwym zmaganiu się idei z niedostatkiem techniki spalał się powoli niewątpliwy talent Sarneckiej[14].

Strach przed nowością, zazdrość, kompleksy, potrzeba autokreacji czy destrukcji – nie są to powody, dla których warto zacząć uprawiać krytykę muzyczną. Historia pokazała, że więcej było krytyków, którzy się pomylili, od kompozytorów, którym udowodniono beztalencie. Warto więc, ku przestrodze, zapoznać się z książką Slonimsky’ego, posłuchać muzyki Szymanowskiego i Sarneckiej i włączyć nieco autorefleksji. Zanim przystąpimy do pisania, warto pomyśleć, czy wolimy aby nasz głos zapamiętano jako merytoryczny czy histeryczny.

 WWW.MUZYKAWMEDIACH.PL

Jedyne takie studia podyplomowe w Polsce. Czytaj więcej TUTAJ


Przypisy:

[1] B. Schaeffer, O polskiej krytyce muzycznej, „Życie literackie” 1980, nr 3, mbc.malopolska.pl, data dostępu: 1.09.2017.

[2] Karol Szymanowski - życie i twórczość, opr. redakcyjne, culture.pl, data dostępu: 3.09.2017.

[3] R. Jasiński, Na przełomie epok. Muzyka w Warszawie (1910-1927), Warszawa 1979, s. 15.

[4] J. Opalski, Karol Szymanowski w kręgu literatury międzywojennej, „Pamiętnik Literacki” 1974, z. 3, bazhum.muzhp.pl, data dostępu: 3.09.2017.

[5] A. Panufnik, Autobiografia, Warszawa 2014, s. 52-53.

[6] T. Chylińska Teresa (red.), Karol Szymanowski. Korespondencja. Pełna edycja zachowanych listów od i do kompozytora, Kraków 1997, tom III, część III, s. 151.

[7] Z. Jachimecki, Z naszej niwy muzycznej, „Nasz Kraj” 1908, r.3, t.5, z.12-13, s. 191.

[8] G. Bacewicz, Znak szczególny, Warszawa 1970.

[9] Niektóre źródła podają także jako datę jej urodzin rok 1877.

[10] B. Ursa, „Lutnista” 1905, r.1, nr 8-10, s. 132.

[11] F. Jasieński, Kobieta-kompozytor, „Świat” 1907, r. 2, nr 45, s. 26.

[12] Pisownia oryginalna.

[13] Dr. A.Ch. [A. Chybiński], Jadwiga Sarnecka „Quatre impressions, pour piano, Cracoviae, Éditions du Musèe Jasienski, „Przegląd Muzyczny”, 1911, nr 6, s. 13.

[14] Z. Jachimecki, Historia muzyki polskiej (w zarysie), Kraków 1920, s. 237. 

Opublikowano: 2017-09-16

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Przeczytaj również

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 261