Hyde Park

Słuchaczu idealny, czy istniejesz? Hyde Park

Marta Szostak

sluchaczu-idealny-czy-istniejesz-hyde-park
Chopin. Autorka: Karolina Balcer

Rozmowy, trzaskanie drzwiami, dzwonienie telefonów i słynne oklaski pomiędzy częściami koncertu - czyli o zachowaniu słuchaczy podczas występów muzyków.

Status: w związku. Chwilę po zmianie zaczynają spływać dziesiątki „lubię to”. W istocie, jest co lubić – dwoje ludzi postanowiło oznajmić światu swoje uczucie, a co za tym idzie – wzajemny szacunek, akceptacje i zrozumienie. Żyjemy w czasach, w których powiadomienie o czymś internetowej społeczności nadaje temu mocy. Czy gdybym przed każdym wyjściem na koncert –ja – jako słuchacz – ustawiała sobie status „w związku z artystą” mogłabym liczyć na to, że ktoś to uszanuje?

-Przepraszam, ta pani jeszcze stroi czy już gra? – niespodziewanie głośne pytanie zaburzyło (wątpliwą, ale jednak wciąż obecną) harmonię występu młodej skrzypaczki, na którym byłam jakiś czas temu. Naburmuszony pan w średnim wieku wbił we mnie wyczekujący odpowiedzi wzrok. Jedynym, co miałam mu do zaoferowania był uprzejmy gest uciszenia w postaci przyłożenia sobie palca do ust. W tej samej chwili kilka rzędów dalej zadzwonił telefon. Jego właściciel z subtelnością godną słonia w składzie porcelany wybiegł z sali – a jakże – trzaskając drzwiami. Ich huk idealnie zgrał się z końcem utworu otwierającego recital, po którym rozległy się gromkie brawa. A była to dopiero pierwsza z trzech części wykonywanego koncertu...

Wracałam do domu rozżalona i wściekle wręcz bezsilna. Do tej pory naturalną wydawała mi się myśl, że Ci, którzy chodzą na koncerty, robią to z własnej i nieprzymuszonej woli. Ale może coś mnie ominęło? Może w czasie, kiedy sama stawiałam pierwsze akordy za klawiaturą szkolnego fortepianu powstał jakiś dekret?

Każdy obywatel RP władający pełną zdolnością do czynności prawnych, winien jest co najmniej dwa razy w miesiącu stawić się w dowolnie wybranej sali koncertowej celem doświadczenia przeżycia duchowego. Niewywiązanie się z obowiązku dyktowanego przez władze kraju naznaczone będzie poniesieniem konsekwencji o represyjno-prewencyjnej naturze.

To by wiele wyjaśniło… W końcu nawet największa przyjemność w momencie stania się nakazem przemienia się w uciążliwy obowiązek. Przyznaję - obecność takiego dekretu byłaby dla mnie jedynym w miarę racjonalnym usprawiedliwieniem podobnego zachowania. Niestety brak tego rozporządzenia zmusza mnie do poszukania innego wyjaśnienia, co nie jest wcale takie proste… Kilkakrotnie miałam okazję się przekonać, że słuchacz na koncercie to trochę jak klient w sklepie. Płaci i wymaga. Zasiada niczym władca i należy mu usługiwać. Skoro już raczył zaszczycić występujących swoją obecnością, to przecież nikt nie będzie mu mówił, co i kiedy ma robić, a już na pewno – czego z całą pewnością robić mu nie wolno! Naiwne przekonanie o swojej wyższości dla wielu z nich okazuje się być zgubne. Zwłaszcza, jeśli dodamy do tego smutny fakt, że pojęcie na temat koncertowej etykiety panowie i władcy mają dość nikłe…

Ze szkoły muzycznej oprócz umiejętności zaśpiewania pentatoniki i taktowania na cztery, wyniosłam coś w rodzaju dekalogu. Trzy ostatnie przykazania to: nie klaszcz między utworami, nie zakłócaj występu kolegi swego i nie gadaj podczas koncertu, który jego jest. Lata mijają, a dla mnie wciąż jest to aktualne, niezależnie od tego, czy artysta na scenie to mój znajomy, czy ktoś zupełnie obcy. Chyba tylko ja wiem, jak często chciałabym podzielić się tą wiedzą z innymi!

Przywołany na początku pechowy wieczór w połączeniu ze wspomnieniami z własnego dyplomu (komisja akompaniowała mi czterogłosowym szelestem papierków po cukierkach) dał mi do myślenia. A może by tak przeprowadzić kampanię uświadamiającą społeczeństwo? Kolonie karne dla niezdyscyplinowanych słuchaczy? Oczyma wyobraźni widzę panele dyskusyjne, podczas których winowajcy brani są w krzyżowy ogień pytań:

- Zakładam, że chadza pan do okulisty, prawda? Stawia się pan na wizytę w goglach narciarskich? Do dentysty też pan pewnie chodzi. I co, u niego z kolei zakleja pan sobie usta taśmą? Nie? No proszę, co za zaskoczenie! To w takim razie, niech mi pan powie, dlaczego na koncertach pan gada? Wychodzi z trzaskiem drzwi? Pochrząkuje, siorbie i ziewa?

Terapia szokowa antidotum na ignorancję i brak kultury! Może takie miesięczne zesłanie naprostowałoby skrzywione wyobrażenie słuchacza „idealnego”, któremu wszystko wolno? Dopełnieniem leczenia byłaby zamiana miejsc. Pan kaszlący z niezadowolenia stanąłby na miejscu zestresowanego i deprecjonowanego przezeń muzyka. Ten z kolei zasiadłby na widowni i na kilka chwil zapomniał o koncertowej etykiecie. Nie czyń drugiemu, co Tobie niemiłe – how simple is that? A nuż ten pierwszy uświadomiłby sobie, że muzyk to nie tylko pasja, ale i zawód – ciężki, wymagający, niekiedy prawdziwie bezlitosny. Chyba dopiero zdobycie całego bagażu podobnych doświadczeń uczyniłoby z niego słuchacza prawdziwie idealnego. Takiego, który siada w ciszy i czeka na to, co stanie się jego udziałem. Takiego, który czuje, że moment strojenia się orkiestry to taki trochę rytuał przejścia w inny świat. Takiego, który nie zniszczy tego świata swoim brakiem wrażliwości, tylko w zamian za to – po prostu go doceni.

Marzenia ściętej głowy?

Opublikowano: 2014-06-30

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Przeczytaj również

Zdaniem czytelników

Też często jestem zaskakiwany przez 'nietypowe' zachowania i co ciekawe nie są one zależne, jakoby przecząc stereotypom, ani od wieku, ani od płci. Żeby za każdym razem gdy widzę takie rzeczy nie dostawać palpitacji serca i piany na ustach, wysnułem pewną teorię.

W kulturze cyfrowej, gdzie książki, muzykę, sztukę jako takie zastąpił telewizor i promowane w telewizji wartości, będące dla większości ludzi jedynym punktem odniesienia do rzeczywistości, wspomniani wcześniej ludzie wydają się często wyrwani z kontekstu. To nie chodzi o to, że oni sami nigdy nie mieli instrumentu w rękach, czy też nigdy nie zajmowali się sztuką jako taką, w jakimkolwiek wydaniu, tylko to , że oni do tej poru tylko siedzieli przed telewizorem, a potem taka osoba zapragnęła doświadczenia na żywo i oczywiście musi ze sobą wziąć swoją drugą połowę, która najchętniej oglądałaby teraz mecz, albo siedziała na ploteczkach z koleżankami.

Ci ludzie siedzieli sobie w domu popijając piwo i wódeczkę, zagryzając sałatką warzywną z majonezem, mogąc w dowolnym momencie wyjść na fajka, siku, czy też oddalić się na ploteczki. Tutaj nie wiedzą co robić, jak się zachować. Wyrwani ze swojego naturalnego habitatu jak ten rolnik co wlazł na minę i go siłą od pługa oderwało. Oni idą tam z poczuciem, że będą się bawili tak jak w domu robiąc youtube party, czy oglądając czyjś występ w telewizji. Nie mają nawet świadomości, że komuś przeszkadzają, bo telewizja, internet i reklamy cały czas im wmawiają, że wszystko jest dla nich. Traktują to jako taki trochę inny wypad do kina.

W dobie wybuchów, eksplozji, wartkiej akcji nie mają nie dość, że wyrobionej wrażliwości, to nawet cierpliwości, żeby wsłuchać się porządnie w jakiś utwór. Nie zapominajmy też o tych co nie lubią, a muszą 'się pokazać', wzorem działaczy partyjnych z PZPR, bo szef poszedł, albo tak wypada. Niby garnitur nowiutki i drogi, ale jeszcze się słoma z nogawek sypie.

Przyznaję, ta teoria jest w stanie odrobinę usprawiedliwić słuchaczowe bezeceństwa... Chociaż wydaję mi się, że w pewnym sensie potwierdza ona istnienie dekretu, o którym wspomniałam :) "(...) bo szef poszedł, albo tak wypada" to nic innego, jak odgórny przymus, pod którym strach się nie ugiąć, mimo, że jego realizacja to droga przez mękę - i dla samego realizującego i dla przypadkowych współtowarzyszy. Wciąż jednak uważam, że nie wszystko stracone - że dałoby się nauczyć ludzi innego spojrzenia na uczestnictwo w sztuce, spojrzenia, które sprawi im przyjemność i satysfakcję! Po dobrym początku, jakim jest samo oderwanie się od telewizora i chęć doświadczenia czegoś innego, należałoby tylko takim nowicjuszem odpowiednio pokierować. Pytanie tylko - jak? :)

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 287